Przeróbka nagrzewnicy
Nagrzewnica ta miała przed przeróbką wlot i wylot po obu stronach. Było to dla mnie niedogodnością, gdyż musiałem kombinować z kształtkami rur, aby poskładać do kupy chłodzenie wodne. Myślę, że już jest jasne na czym polega przeróbka - tak przerobić nagrzewnicę, aby miała wlot i wylot po tej samej stronie. Poniższy schemat to zoobrazuje:
-
Nagrzewnica zamontowana na imadle i gotowa do przeróbki.
-
Po odlutowaniu jednej pokrywy. Widać kanaliki, które są połączone równolegle - tak jak schemat pokazuje.
-
Po odgięciu blachy, która służyła do "równomiernego" rozprowadzania wlatującej wody. Prosty i ciekawy patent, ale nie mam pewności co do jego efektywności. Co najbardziej rzuca w oczy, to oczywiście zardzewiałe elementy stalowe, które mocowały złączkę wlotową. Zauważcie, że problem ten nie dotyczy elementow miedzianych oraz mosieżnych - są one po prostu pokryte warstwą rdzy, która została naniesiona przez przepływającą wodę. Ewentualnie jeszcze patyną. Miedź jest metalem półszlachetnym, a więc nie koroduje i pokrywa się zieloną patyną powstałą w wyniku kontaktu z dwutlenkiem węgla. Mosiądź jest stopem miedzi i ma podobne właściwości, jeśli chodzi o korozję.
-
Odlutowana druga pokrywa. Nie mogę sobie przypomnieć, do czego służył element w kształcie ucha.
-
Próbki cyny po odlutowaniu pokryw - tego było dużo, a palnik był na tyle mocny, że cyna roztapiała się jak woda - a więc uwaga na własne nogi! Roztopiona cyna ma także tendencję do rozpryskiwania się przy zderzeniu z twardą powierzchnią.
-
Zanurzenie nagrzewnicy w roztworze wodnym kwasu cytrynowego kupionego w sklepie spożywczym.
-
Tak wygląda miedź potraktowana roztworem - nie ma naturalnego koloru, a jedynie łososiowy. Jest za to czystsza i ma mniej tlenków, a naturalną barwę można uzsykać szlifując np. szczotką drucianą.
-
Elementy nagrzewnicy po kąpieli. Zauważ blaszkę ustawioną w poprzek lewej pokrywy. Czarne plamy to efekt kąpieli w roztworze, również do wyeliminowania poprzez szlifowanie.
-
Tulejka gwintowana przepoławiona brzeszotem i oszlifowana pilnikiem. Gwint ma średnicę bodajże 12mm (warto wspomnieć, że w Polsce można natrafić na jednostki calowe i metryczne - to ważne, bo 12mm jest bliski calowemu odpowiednikowi 1/2", czyli 12.7mm (0.7mm różnicy, ale to przekłada na szczelność i luzy).
-
Połówki tulejki zostały wlutowane do pokrywy, a druga pokrywa została zaślepiona kawałkami mosiądzu. Nie wygląda to estetycznie, ale działa. Jedna złączka została zaślepiona zaślepką hydrauliczną dla testów ciśnieniowych. Do załatania jednej dziury użyłem monety pięciogroszowej - pasowała wprost idealnie :-)
-
Po wlutowaniu pokrywy do nagrzewnicy. Był to błąd strategiczny - najpierw powinienem był przylutować pokrywę, a potem dopiero zająć się złączkami. Uzasadnienie - pokrywa przenosi ciepło do całej nagrzewnicy i wymaga dłuższego grzania palnikiem, dużo dłużej niż w przypadku złączek. Musiałem kombinować, by przylutować pokrywę, nie odlutowując złączek, co mi się udało.
-
Druga pokrywa.
-
Test ciśnieniowy. Użyłem butli z dwutlenkiem węgla i reduktorem. Stopniowo podnosiłem ciśnienie, aż ujrzałem bąbelki i to był kolejny, poważniejszy błąd. Nagrzewnice z reguły wytrzymują ciśnienie maksymalnie 1-2 barów i przekroczenie tej wartości może spowodować rozszczelnienie, co było najprawdopodobniejszą przyczyną, pojawienia się bąbelków powietrza. Wtedy ciśnienie wynosiło około 3 barów. Cóż, mądry Polak po szkodzie.
-
Bąbelki powietrza.
-
Kolejny powód, dlaczego nie warto przeholować z ciśnieniem. Ot, pokrywa się wydęła. Jak ktoś ujął na forum dyskusyjnym, bardzo dobra metoda na wygładzanie pokiereszowanych nagrzewnic z złomowisk. Nic dodać, nic ująć ;-)
-
Oszlifowana pokrywa.
-
Druga pokrywa
-
Drewniany shroud, czyli osłona, która ma zadanie ukierunkować wentylację, tak, aby owiewała tylko żebra nagrzewnicy.
-
I gotowe. Na zdjęciu wygląda to brzydko - a w rzeczywistości ładniej, chóć do piękności "trochę" brakuje. Co do tych bąbelków powietrza, uznałem je za pomijalnie małe - o ile przy wysokim ciśnieniu faktycznie pojawiały, o tyle nie występowały przy malutkim ciśnieniu, jakie wytwarza pompka akwariowa.
Pozostałe fotki:

